"- Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo?! Z was się śmieję, z was! Z całego
społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków!
- Panie!...
- Milczeć - wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się
czerwona z wściekłości. - Milczeć! Sapristi! Z was się śmieję! Z was! Elita! Cha, cha, cha...
Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz
Nikodem Dyzma to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, fałszerz i
jednocześnie kompletny kretyn! Idiota, nie mający zielonego pojęcia nie tylko o ekonomii,
lecz o ortografii. To cham, bez cienia kindersztuby, bez najmniejszego okrzesania!
Przyjrzyjcie się jego mużyckiej gębie i jego prostackim manierom! Skończony tuman,
kompletne zero! Daję słowo honoru, że nie tylko w żadnym Oksfordzie nie był, lecz żadnego
języka nie zna! Wulgarna figura spod ciemnej gwiazdy, o moralności rzezimieszka. Sapristi!
Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy sami
wywindowaliście to bydlę na piedestał! Wy! Ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych
kryteriów. Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!..."

T. Dołęga-Mostowicz, "Kariera Nikodema Dyzmy"